Na Bieżąco 1: Warszawa ->Terespol -> Włodawa -> Chełm

bez 3.JPG

Na majówkę planowałem poważnego tripa na zachód. Miałem nadzieje na wyprawę do Hiszpanii, jednak obliczyłem siły na zamiary. Już 6 miałem być z powrotem. Pomyślałem więc o Danii lub Francji czy Czechach. Ostatecznie jednak brak czasu i to, że z majówką zgrały się plany mojej rodziny na renowację domku na działce sprawiły, że wybrałem podróż do Chełma. Żeby nie klepać jednak na pałę trasy Wawa -> Lublin -> Chełm postanowiłem wybrać się bardziej na wschód i przejść się kawałek przy granicy z Białorusią. Dodatkowo chciałem poznać nową trasę gdyż na Terespol jeszcze nie jechałem, a w planach mam opisanie coraz większej ilości tras. O stopowaniu w tamtą stronę napiszę w oddzielnym poście, teraz skupię się bardziej na samej podróży.

Poinformowałem ojca o planie odwiedzenia Chełma po uprzednim odwiedzeniu Terespola. Ojca uderzył bezsens przedsięwzięcia jako marnującego czas, poza tym rzucił pamiętne słowa „W Terespolu NIC nie ma”. Oczywiście nieporuszony spakowałem się w plecak Vector 25, nie wiem czy 25 to pojemność w litrach gdyż ten plecak jakoś był w rodzinie od lat. Mój śpiwór zajął prawie połowę głównej komory. Z jednej strony był kosmicznie lekki z drugiej minimum wchodziło na ścisk, ale byłem gotowy na bardzo komfortowy nocleg w terenie, co później miało mieć miejsce.

Wyjechałem 30 kwietnia. Około 19:00 wyszedłem z domu przygotowany na lajtowe stopowanie i rozbicie się gdziekolwiek, nigdzie mi się nie spieszyło i na takim luzie trwała cała podróż do Terespola. Wyjechałem autobusem najdalej na wyjazd w stronę Terespola jak się dało, wyszedłem z autobusu przeszedłem przez ulicę na przystanek i ledwo wyciągnąłem rękę, zatrzymał się samochód. W środku byli dwaj ziomkowie, którzy od razu zaczęli temat autostopa, że też jeździli, i że rajdy autostopowe, i że siostra jednego właśnie gdzieś jedzie, chyba do Grecji.  Cały czas gadali między sobą, a mnie zapewnili, że mnie zawiozą w jakieś świetne miejsce. Zawieźli mnie niestety kawałek za wjazd na obwodnicę, więc mogłem tam liczyć tylko na ruch lokalny oraz tiry. Dowiedziałem się o tym po fakcie, odkrywając jednak ogromny parking dla tirów. Zagadałem do chyba wszystkich nieśpiących tirowców, jeden powiedział, że będzie jechał na wschód, ale dopiero po 23:00. Zagadałem do ziomków pod stacją, stwierdzili, że mogą podwieźć do kolejnej stacji w Mińsku. Skorzystałem. W Mińsku z kolei było jeszcze gorzej, nikt nie jechał na wschód, poza jedną parką, która nie miała miejsca. Czekałem tam strasznie długo, aż zagadałem do młodego ziomka, czy nie podwiózłby choć do kolejnej stacji. Okazało się, że ma po drodze, więc się zgodził. Gdy zbliżyliśmy się do stacji, szlag mnie mało nie trafił. Była nieczynna. Nie paliły się światła. Chciałem jakoś dać do zrozumienia ziomkowi, że wystawia mnie w ciemnej dupie i że jeszcze 5 km i będę ogarnięty w 100%…. ale on nagle zaczął mi życzyć powodzenia dając znak, że podwózka właśnie się kończy. Wyszedłem. Podszedłem pod wejście, gdzie w środku paliło się światło. Zaczął do mnie podchodzić jakiś mały pies i szczekać na mnie. Zebrałem w sobie irytację, by przekuć ją w energię mechaniczną kroków, które miałyby mnie skierować w stronę kolejnej stacji (5-10km?), ale na stację zajechał samochód. Od razu zagadałem, ziomek coś tam odpowiedział, że tam nie jedzie, ale zaraz zajechał drugi. Byli razem i w tym drugim jechał (chyba) ojciec chłopaka z pierwszego samochodu i bodajże współpracownicy. Zaczęli sobie śmieszkować z ziomkiem z obsługi, który opowiedział o tym, jak piorun jebnął w stację i od tego czasu nie działa nic. Posiedzieli sobie pośmiali się, potem drugi samochód z ojcem (domniemanym) i jego ziomkami, odjechał. Stacjowy i chłopak z pierwszego zakurzyli po fajku i gadali o samochodach, poczęstowali fajkiem. Przeczuwałem, że ziomek mnie jednak podwiezie. I oczywiście podwiózł. Byłem za obwodnicą Mińska, zmarnowałem tak strasznie dużo czasu, ale i tak było spoko. Z kolejnej stacji dość szybko złapałem parkę. Prowadziła laska i mówiła, że auto jest zepsute i ona zasypia wiec jadę na własne ryzyko, a ja na to, że przyzwyczajony jestem i żaden problem. Jechaliśmy w ciemną noc, aż do Białej Podlaskiej. Cała podróż była tak uroczo spokojna… rozleniwiająco. Poza tym, że pani kierowca zabiła jakieś zwierzę samochodem po 15 minutach jazdy i trzeba było ogarnąć, czy samochód jest w jednym kawałku i potem pani miała wyrzuty sumienia. Być może dzięki nim zostałem podwieziony na ostatnią stację na obwodnicy, więc najbliższą do celu, który obrałem na ten dzień. Niestety stacja okazała się bezsensowna. Trochę daleko od głównej trasy i nie było na niej nikogo. Uznałem, że trzeba iść do kolejnej albo zrobić sobie nocleg po drodze. Szedłem. Szedłem…. Szedłem jeszcze trochę dłużej. Zgodnie ze swoją zasadą zawsze kciuk w górę, nawet w tak beznadziejnych warunkach. I tak sobie przeszedłem jakiś całkiem spory dystans, około 70% trasy do kolejnej stacji, lecz nagle kolejne z wielu rozpędzonych aut zamiast pomknąć dalej, zaczęło hamować. Gość zatrzymał się kilkadziesiąt metrów ode mnie (droga hamowania) a potem odpalił, wsteczny. Ja odpaliłem nożny przechodząc w bieg. Zawiózł mnie pod hotel w Terespolu, bo przecież gdzież indziej miałbym spędzić noc… Nie wyprowadzałem z błędu. Poszedłem na dworzec kolejowy. Uczyniłem zdjęcie:

Terespol.JPG

Jak widać, nie ma NIC.

Poszedłem do pobliskiego sklepu mięsnego firmowego. Zapytałem, czy otwarty, ale było już po północy, zatem 1 Maja. Nie miałem za bardzo jedzenia i wody, więc chciałem znaleźć jakiś sklep całodobowy. Jedyne co było otwarte to kantory, a kantorów było przy jednej ulicy 3… (#miastoprzygraniczne :D) w każdym razie zauważyłem też spory obelisk upamiętniający budowę trasy Brzeskiej, o czym dowiedziałem się z internetu, który odpaliłem, aby sprawdzić czy w Terespolu jednak COŚ jest. Opis z Wikipedii był raczej pozbawiający resztek nadziei. 6000 mieszkańców, miasto nie posiada przemysłu. Przynajmniej dowiedziałem się, z jakiej okazji jest obelisk i że kiedyś robiono tu ogórki, ponoć bardzo słynne terespolskie ogóreczki :3 Nie dane mi było spróbować, natomiast znalazłem więcej na ten temat (źródła).

Wyszedłem z Terespola w stronę Włodawy i znalazłem miejsce na kimę . Standardowo – pod banerem. Wyglądało to tak:

ter noc.JPG

W dzień z perspektywą na otoczenie:

ter dzien.JPG

To w lewym górnym rogu to mój palec. Powinienem lepiej ogarnąć robienie zdjęć 😀

W każdym razie zaraz jak tylko się zacząłem zwijać, podeszło do mnie dwóch panów z samochodu służbowego i dawaj spisywać. Stwierdzili, że to trochę niestandardowe, że ktoś kima sobie w krzakach przy trasie na Białoruś. Okazałem zdziwienie. Oddali papiery, standardowo zapytałem czy podwiozą (nigdy nie podwieźli) i tym razem też nie podwieźli ale przynajmniej zrobiłem im fotke, a raczej samochodowi.

strazniki.JPG

Straż graniczna ofc.

Odnośnie Terespola, za którym już niby jestem w tym momencie historii, ale zaraz opuszę też jego okolicę, przemyślenie: „Nie ma NIC” to średnio poprawna forma, powinien być dopełniacz: „Nie ma NICZEGO”.

No dobra, na pewno tam jest dużo więcej czegoś, ale nie miałem czasu ani ochoty, żeby to badać. Skupiłem się na trasie na Włodawę. Był 1 Maja. Nie było samochodów na drogach. Szedłem, szedłem, i szedłem jeszcze dużo więcej niż z okolic Białej, szedłem wytrwale. Nieustannie. Nie jechał nikt, a jak jechał, to się nie zatrzymywał. A jak zatrzymywał to podwoził ze środka wsi na obrzeże. No dobra, było kilka dłuższych transportów, ale przez większość czasu miałem okazję by zaznać piechurstwa długodystansowego i muszę przyznać, strzelał mnie jasny chuj. Porobiłem focie kwiatków :3 W okolicach Kodenia znalazłem chyba klasztor sióstr karmelitanek. W lesie słychać było śpiewy, nie wiem, czy puszczali to z radia na głośnikach, czy one tam śpiewały. Pewnie to było nagranie, ale wizja, że to zakonnice śpiewają i to się niesie po lesie, było wizją bardzo estetyczną. Odrobinę magiczną. Nie zrobiłem foci, zamiast tego sfotografowałem dechę w lesie. Może mój błąd, a może ta deska jest równie fajna. Na pewno ma spoko czcionkę 😛

koden.JPG

Dalej były Sławatycze i tablice z informacjami. Sfotografowałem jedną z nich, która urzekła mnie dogłębnie opisem tradycji brodaczy ze Sławatycz, czyli przebierania się w stroje dość brodatych panów i chodzenia w tym pod koniec roku po ulicach. Dla mnie analogia z szamanami jest dosyć rzucająca się w oczy i ma to głębszą symbolikę.

brodacze.JPG

Jak dostopowałem do Włodawy, to byłem już tak wymordowany łażeniem i zamkniętymi sklepami, że nawet nie próbowałem zwiedzać Włodawy czy jechać na Sobibór uznając, że pogłębię temat na kolejnym tripie. Ostatni transport do Horodyszcza (dalej już nie ma tripa, bo w Horodyszczu spotkałem się z rodziną) był o tyle ciekawy, że podwiózł mnie ziomek, który chciał jechać tylko kawałek, ale nadrobił dużo trasy, żeby mnie podwieźć. Zaprosił mnie do swojej menelni (tak nazywał samochód), a była to nazwa całkiem na miejscu, bo samochód był cały zawalony pustymi puszkami i innym śmieciem. Elementy kokpitu pokrywała gruba warstwa kurzu. Kierowca stwierdził, że auto kupił za 400zł – jakieś audi to było. I że ma ponad 25 lat, więc u jednego ubezpieczyciela ma dodatkową zniżkę, więc płaci na ubezpieczenie 200 zł. Jak dla mnie ciekawa opcja.

Kwiatki wrzucam na insta :3


Źródła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Terespol Terespol

http://teresp.blogspot.com/2015/07/ogorki-terespolskie.html Ogóreczki Terespolskie :3

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kode%C5%84 Kodeń

https://24wspolnota.pl/pl/biala/wydarzenia/2743/Brodacze—zagadkowa-tradycja-ze-S%C5%82awatycz.htm  Brodacze

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: